Aloha!
Dziś Popiszę trochę o sytuacji z tramwaju podczas powrotu ze szkoły, będzie trochę sportu, a także, no właśnie, czego? Sam nie wiem.
Szport
Przeglądając starsze news uchy, zauważyłem, że moje przewidywania co do Ligi Mistrzów od fazy ćwierćfinałów całkiem ładnie się sprawdziły. Wszystkiego nie trafiłem, ale byłem na dobrej drodze.
Cytat: „Villarreal CF o - 1 Arsenal FC
Manchester United 1 - 0 FC Porto
FC Liverpool 1 - 0 Chelsea FC
FC Barcelona 1 - 0 Bayern Monachium
"0 - 1" nie jest to wynik meczu, lecz kto wg. mej zacnej oceny przejdzie przez tą fazę rozgrywek.
Arsenal o - 1 Man Utd
Liverpool 1 - 0 Barcelona
Man Utd 0 - 1 Liverpool*
Wygra Liv' tylko poprzez wgląd na to, że nikt nie wygrał dwa razy pod rząd Ligi Miszczów.”
Arsenal mi wszedł
Fc Barcelona tysz
Man Utd z Porto
Man Utd w ½ też
Reszta niestety nicht.
Ogólnie sport to dla mnie na tą chwilę – Piłka nożna(chodź już ta „miłość” mi zanika powoli) i motorsport.
W F1 więcej afer niż ścigania, od sprawy dyfuzorów i limitu budżetowego, po afery z kłamaniem komisji, czyli aferą - „lie-gate”.
Niestety mam zawsze takiego pecha, że czym to się nie zainteresuję, to musi się zacząć rozpadać. F1 już taka sama nie będzie, ze względu na pojebany zakaz tankowania i staranie się zrobić z królowej motorsportów zwykłego paździocha wprowadzając limit budżetowy. To jest sport dla elity, nie dla jakiś warchołów którzy będą się ścigać tylko dla tego, że wprowadzono posrane limity, po których wycofa się pewnie połowa stawki. Żeby tylko F1 się rozpadało. Ale nie… WTCC też chyli się ku upadkowi, nie wspominając o WRC z którego odeszło m.in. Subaru. Chodź o WTCC jestem raczej spokojny, to z F1 może tak fajnie nie być, pożyjemy zobaczymy.
Co do piłki nożnej to finał LM wygra Barcelona (oby Man Utd nie wygrało, proszę…) więc kibice najwierniejsi będą mieć zajebisty dylemat. Czy przerzucić się na super zajebisty Manchester który wygrywa najlepszą ligę co roku, czy jednak wybrać oficjalnie najlepszy zespół europy(jeśli wygrają). Nie powiem. Jest to problem.
Teraz może trochę o komicznej jak dla mnie sytuacji w tramwaju.
Kolejny zjebany dzień, bo środek tygodnia i „nauka” w szkole. No ale nic. Wracam do domu. Jak zwykle idę na przystanek przed Arsenałem i czyham na skurwysyna który mnie zawiezie bez szemrania na pętelkę. Wsiadam i zaczyna się 6-8 min jazdy symulującej przeciążenia statku kosmicznego. Stoję spokojnie cały napięty i skoncentrowany aby wyczekać kiedy będą kolejne wyboje na drodze i kolejne hamowania. Podjeżdżamy pod przystanek przed sądem. To tutaj doznałem wielkiego zdziwienia i zszokowania kreatywnością osoby starszej wsiadającej, a raczej próbującej wsiąść do naszego wehikułu czasu. Osoba ta podchodzi pod nasz pojazd, niby wszystko ok, ale jednak, problem wysokości stopnia nad nawierzchnią jest zbyt duży dla biednej kobity. W akcie zdesperowania próbuje podwinąć suknię, dalej nic. Nie daje za wygraną. Chwyta ręką kolano, i stara się je podnieść, też nic z tego. Rezygnuje. Ale nie z wejścia do tramwaju, tylko z tych drzwi. Podchodzi do środkowych lecz jakoż sytuacja poprzednia trwała długo, postanawia odpuścić. Na koniec mówi głośno do siebie, pewnie z celem by usłyszeli to ludzie widzący całe zajście, by nie myśleli, że jest jakaś „inna” i, że się nie starała, bo tego zarzucić jej nie można było, mówi „Nie wejdę, nie mogę”. Po czym pojechaliśmy dalej.
Jest to jedna z sytuacji które trzeba zobaczyć, by docenić. Na początku mnie nie śmieszyło, ale z czasem zaczęło. Niby z osób starszych śmiać się nie wolno, ale co mi tam. Raz można.
Kolejny przypadek, że technika wygrywa z człowiekiem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz