środa, 11 marca 2009

Mission Succesfull

I po ptokach , chciałoby się rzec.Jestem już w Polsce, z czego się szczególnie nie cieszę.Po powrocie uświadomiłem sobie, że Polska to naprawdę kraj trzeciego świata.Nie chce mi się pisać, więc napisze same "konkrety".

Wyjazd;
-pierwsze co mi wpadło w oko, to kierowcy, mówiąc ściśle to - TAKICH POPIERDOLCÓW NIE WIDZIAŁEM JUŻ DAWNO(serio).Oto jeden z przykładów - mamy godzinę ok. 3 w nocy, jak to w każdym autobusie podczas takich wycieczek, muza napierdala, więc pytam uprzejmie Pana kierowcy: "Mógłby Pan wyłączyć muzykę?", otrzymałem jasną i klarowną odpowiedz -"Nie".(śmieszne jest to, że jak to usłyszał jeszcze jebnął focha, no bo kto to widział aby wyłączać muze w środku nocy).Aby była jasność, słowo używane przeze mnie "muza" należy czytać jako cały album Katy Perry, Polskich odpowiedników Wodzionki a także ostrego techna;

-jeśli chodzi o szczegóły takie jak sama jazda, wygoda i komfort to tak jak zawsze, zostawiało wiele do życzenia.Na szczęście, miałem bdb miejsce w autobusie, ponieważ siedziałem za samym kierowcą gdzie jest zajebysty widok, a także gdzie znajdował się jakiś niezidentyfikowany przedmiot wyglądający jak stolik który służył jako wysypisko śmieci a także podpórka do spania;

Podsumowując:
+jako taka wygoda;
+było gdzie się oprzeć(półeczka);
+zayebysty widok;

-kierowcy;
---------------------------------------------------------------------

London;

1 Dzień

-kiedy okazało się, że będziemy w pokoju z durniami z miasta Rogoźno, wiedziałem, że będzie zjebanie;
-Było zjebanie dopóki nie okazało się, iż koledzy mają ze sobą 3 litry soków :)I od tego czasu leciała integracja z naszymi nowymi kolegami. Nie będę pisał co się działo bo połowy nie pamiętam, albo nie chcę sobie przypomnieć, ale powiem Wam, Goszczanowo to była pizda z tym co się działo :D ;
-Reszta dnia to zwiedzanie;

2 Dzień

-wiedziałem już, że ten dzień będzie jeszcze mocniejszy niż poprzedni, jeśli wiecie o co chodzi.Więc zacząłem kombinować...Wymyśliłem, że pójde do pokoju naszych lachonów i tam będę od teraz nocował.I tak też się stało. Lachony powitały mnie serdecznie, czyli do tej pory wszystko zgodnie z planem...;
-godzina 22:00, my już w łożach próbujemy zasnąc, kiedy nadchodzą posiłki, koleżanka Roxana uświadamia nas, że w pokoju obok jest "ympra",więc idziemy :D ;
-powiem wam tyle ludzie, pierwszy raz w życiu widziałem, żeby nauczyciel mi polewał xD.
Myślałem, ze po tej przeprowadce będzie spokój, cóż za BŁONT! Ogólnie graliśmy też w karty na zadania(ani razu na szczęście nie przegrałem , ale służyłem jako przedmiot do wykonywania, na szczęście tylko 3 razy :D);
-Reszta dnia to zwiedzanie;


3 Dzień

-było picie, ale już skromniejsze, karty tradycyjnie były, bo jak bez nich? ;
-reszta dnia to zwiedzanie;

4 Dzień

-Nie za bardzo go pamiętam, ale to chyba dzień "Chelsea", czyli zwiad na terytorium wroga;
-Reszta dnia to zwiedzanie, a także powrót.



Podsumowanie:

+Było śmiesznie
+Było to i tamto :)
+Londyn jest fajny
+Londyn jest bardzo fajny
+Londyn jest bardzo zajebisty
+Pośmiałem się z Chelsea

-tylko Ci zjebani kierowcy.


I tak oto minął mi czas.
Było zajebiście, "niema to tamto"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz